Newsy

  • Recenzja książki z Lotnictwa z Szachownicą Piotra Sikory - Media!
  • Wojciech Łuczak - Takiego opracowania jeszcze u nas nie było.
  • Pełna recenzja książki ze Skrzydlatej Polsce Wojciecha Łuczaka - Media!
  • TVP Szczecin, wywiad, ww6.tvp.pl/6555,942071,1.view
  • Reklama książki i konkursu na stronie www.lotniczapolska.pl
  • Konkurs dla czytelników zakończony!!!
  • Reklama książki na stronie www.301.dyon.pl
  • Książka trafiła do Katalogu Klubu Miłośników Książki Historycznej, który ukaże się w listopadzie 2009 roku.
  • Z końcem września można już było kupić książkę w EMPIK-ach.
  • Debiut książki AIR SHOW 2009 w Radomiu,29-30 sierpnia 2009.

Ochotnik Arct..


2 lutego 1943  
Od samego rana panuje dziś w oficerskiej mesie w Northolt nastrój podniecenia. Piloci gromadzą się w kupki i gorączkowo nad czymś dyskutują, a nasz dowódca dywizjonu, Kazio, zapowiada z tajemniczą miną odprawę pilotów po południu, przed obiadem bowiem mamy lot nad Francję, eskortujemy bombowce.  
Punktualnie o godzinie drugiej wszyscy piloci gromadzą się w baraku dispersalu. Wiemy już mniej więcej, o co chodzi. Szykuje się grupa pilotów do Północnej Afryki.  
- Proszę panów - zaczyna Kazio swym niskim nosowym głosem - nadeszło pismo z Inspektoratu Lotnictwa w sprawie ochotniczej grupy pilotów myśliwskich do Północnej Afryki. Potrzebnych jest piętnastu pilotów z dużym doświadczeniem bojowym. Wyjazd na trzy miesiące, po których grupa będzie wymieniona. Warunki: co najmniej roczny pobyt w dywizjonie myśliwskim i wykonane co najmniej trzydzieści lotów bojowych. Wyjazd nastąpi w ciągu bardzo krótkiego czasu. Nie mogę panom powiedzieć, na którym froncie grupa będzie walczyć, nie znam również szczegółów pracy i organizacji. Ewentualni ochotnicy zgłoszą się dzisiaj do mojej kancelarii. Czy któryś z panów reflektuje na wyjazd?  
Bez wahania podnoszę rękę do góry i rozglądam się dokoła.  
- Zachciało ci się banany prostować - żartuje ?Krzem", mój przyjaciel, latający zwykle w jednej ze mną sekcji.  
- Przywiozę ci małpę, będziesz miał bliźniaka - odpowiadam ze złością.  
Jestem zdecydowany, uśmiecha mi się nowa awantura. Możliwości napotkania Niemców w powietrzu nad Afryką będą niewątpliwie większe niż tutaj w Anglii, gdzie przez kilkanaście lotów nie widziałem żadnej nieprzyjacielskiej maszyny.  
Idziemy z Kaziem do jego biura i spisujemy potrzebne dane. Kazio telefonuje do naszego Dowództwa, łącząc się z naszym oficerem łącznikowym.  
- Do tej pory zgłosiło się z mego dywizjonu dwóch ochotników - mówi.  
Spoglądam na niego ze zdziwieniem.  
- Jeden to porucznik Arct - ciągnie Kazio - był w dywizjonie szesnaście miesięcy, wykonał trzydzieści dziewięć lotów bojowych. Doświadczony pilot, bardzo dobry oficer i kolega.  
Uśmiecham się, słuchając tak pochlebnej opinii. Intryguje mnie drugi tajemniczy kandydat.  
- Ja jestem drugim ochotnikiem...  
Podskakuję na krześle z radości. Kazio byłby doskonałym towarzyszem na taką wyprawę.  
Jednak osoba na drugim końcu linii telefonicznej me podziela widocznie mego zdania, bo Kazio zaczyna gwałtownie tłumaczyć i argumentować.  
- Wiesz, Bohdan - zaczyna po odłożeniu słuchawki - zdaje mi się, że mnie nie puszczą, a taką mam ochotę z wami poprać. Dosyć już mam siedzenia tu w Anglii.  
- Zadzwoń jeszcze osobiście do pułkownika - radzę - przecież i tak masz niedługo odejść z dywizjonu na odpoczynek, więc nikomu krzywda się nie stanie, jeżeli wyjedziesz.  
Wieczorem przybywają trzej nowi kandydaci.  
Potężna łapa Karola spada na moje plecy:  
- Zapisałem się na waszą pierońską listę - oświadcza głębokim basem, słynnym na cały Northolt. - Cholera jeszcze nie byłem w Afryce na piasku. Może się przy tym znajdzie jaka ładna Arabka, to se ją kupię.  
Niczym mały chłopak, Karol nie potrafi ukryć swego podniecenia.   
  
B. Arct, Pamiętnik..., s. 129-130